Czy Irak jest bezpieczny?

To pytanie pojawia się natychmiast, gdy tylko ktoś niewtajemniczony usłyszy, że byłam w Iraku, albo że jest to dla mnie miejsce wyjazdów wypoczynkowo-rekreacyjnych. Dlatego przestałam to jakoś szczególnie komunikować, ponieważ echo tego pytania stało się dla mnie wybitnie irytujące i demotywujące. Zakładając warszawski Dom Kultury i Zabawy Persepolish 4 lata temu, wyznaczyłam sobie za cel, edukację i możliwie maksymalną redukcję stereotypów na temat Bliskiego Wschodu. A tu znowu ktoś insynuuje coś o moim kochanym Iraku, w którym czuję się bezpieczniej, niż gdy wracam w nocy do domu na Pradze Południe.

Lubię to porównanie, uważam, że jest wybitnie na miejscu. Każda samotnie podróżująca kobieta, a nawet przechodząca się wieczorem w Polsce po mieście, wie o czym mówię. Choć wydaje mi się, że samych zaczepek jest już u nas na szczęście o wiele mniej. I żeby nie było wątpliwości, kocham Polskę i uważam ją za najlepsze miejsce do życia 

Rozumiem oczywiście czyjeś wątpliwości, co do bezpieczeństwa w Iraku. Jeśli nie interesowałabym się regionem Bliskiego Wschodu, także miałabym w głowie obrazy z mediów – wojnę, czołgi, gruzy i głód. Nie mogę zaprzeczyć, że tego nie ma, oczywiście że to się dzieje! Jest wiele do poprawy i do naprawienia. Dlatego narodziły nasze projekty edukacyjne i moja działalność z najbardziej dotkniętymi wojną uchodźcami (zapraszam na fb i instagrama, gdzie w historii są relacje z akcji). Jednak w Polsce o wiele dłużej, niż 10 lat po wojnie nadal leżał gruz, a ludzie mierzyli się z problemami dnia codziennego oraz typowo powojennych. Czy jednak ktoś ośmieliłby się powiedzieć, że w Polsce w latach 50/60 było niebezpiecznie ze względu na II Wojnę Światową? 

Nie zgadzam się na określenia sugerujące, że podróżnym w Iraku grozi niebezpieczeństwo. A jeśli mówi to ktoś, kto właśnie wrócił z Berlina, czy Londynu, to naprawdę ostatkiem sił zachowuję powagę. Irak od lat był odcięty od świata. Po złotej erze wzrostu ekonomicznego i społecznego, niestety obarczonego reżimem i zbrodniami Saddama, przyszedł czas na ingerencje Zachodu i wypełnienie luki przez tzw. Państwo Islamskie. Dopiero możliwość uzyskania wizy turystycznej do części arabskiej od jakiś 4 lat umożliwiło światu zobaczenie, jak jest bezpiecznie podróżując po tym miejscu. Wiza autonomicznego regionu Kurdystanu obowiązującą na północy, była już przynajmniej od 2015 roku, gdy pierwszy raz podróżowałam w tym miejscu rowerem podczas sztafety z Turcji do Iranu.  Mam pewną teorię dotyczącą tego kraju: Irak stanie się wkrótce, jak Gruzja. Zajechana turystami. 

I gdy myślę o bezpieczeństwie w Iraku, zadaję sobie następujące pytania:

  • czy w niebezpiecznym kraju mogę swobodnie jako kobieta spacerować wieczorem po mieście bez głupich, dwuznacznych zaczepek ze strony mężczyzn?
  • Czy w niebezpiecznym kraju, ludzie ściągają mnie z ulicy – serdecznie zapraszając do swoich domów, by nakarmić i ugościć na noc?
  • Czy w niebezpiecznym kraju mogę zostawić rower/zakupy na ulicy i wrócić po nie za godzinę?
  • Czy w niebezpiecznym kraju, gdy tylko zatrzymasz się na ulicy i rozglądniesz w prawo i lewo, zaraz podchodzi ktoś, kto pyta jak i w czym  ci pomóc?

Pytań takich mogę wystosować jeszcze więcej. Jedno jest pewne – gdy wracam do Polski, muszę się przestawić – pilnuję  wszędzie  swojej torebki, co gorsza, nawet w kawiarni muszę zabrać wszystkie rzeczy ze sobą do toalety, bo niebezpiecznie jest zostawić je po ludzku przy stoliku. Nie włażę we wszystkie zakamarki w mieście.  Przede wszystkim jestem bardziej powściągliwa w kontaktach z innymi i staram się pamiętać, że spontaniczne zapraszanie na kawę, czy nawet jakąś rozmowę jest co raz częściej w Polsce postrzegane jako niepokojące.

Raz jeden miałam wątpliwości podczas organizacji wyjazdu. Było to w 2022 roku, gdy rodzina z trójką dzieci poprosiła o zorganizowanie 3- tygodniowej podróży po Iraku. Jakoś tak te słodkie duszyczki obudziły we mnie obawy (swoją drogą, jestem osobą bardzo lękową i wyczuwam niebezpieczeństwo nawet tam, gdzie go nie ma ;p). Gdy usłyszałam po jakich Meksykach i innych „podejrzanych” miejscach podróżowali, zdecydowaliśmy się pojechać także do Iraku, a obecność dzieci otwierała nam jeszcze więcej drzwi i serc. Słowo daję, że moglibyśmy te nasze dzieci zostawić w parku pierwszego dnia i odebrać pod koniec wyjazdu całe, zdrowe i utyte z 10 kilo. 

człowiek na chwile się odwróci w knajpce, a dzieci grają już z nieznajomymi w szachy 🙂

Nie odpowiem na pytanie, czy gdzieś jest bezpiecznie lub nie. Musiałabym mieć wytyczne określające, co miałoby to wyrażenie dokładnie obejmować. Np. jeśli chodzi o ubezpieczenie medyczne, od jakiegoś czasu te same firmy traktują Irak normalnie i można kupić polisę w standardowej cenie, a nie jakby się jechało na front. Zresztą na Bliskim Wschodzie nie trzeba się bać o profesjonalną pierwszą pomoc, bo udzielenie pomocy tym, którzy tego potrzebują to kwestia priorytetowa. Osobiście miałam dwie takie sytuacje – pierwsza w Iranie, gdy zostałyśmy z koleżanką przewiezione do szpitala samochodem, który od razu zatrzymał się widząc wypadek rowerowy na drodze. Wręcz przepchnięto nas jako gości na początek kolejki wprost do lekarza, który od razu zabrał się do szycia rany. Potem spisano tylko nr naszego paszportu i odmówiono po trzykroć przyjęcia jakichkolwiek pieniędzy. Druga sytuacja – Kurdystan iracki – spuchnięta noga i ryzyko zakrzepu. Dwa telefony i namiary na lokalny SOR – bezpłatny dla wszystkich, niezależnie od pochodzenia i dokumentów, a także bez wielogodzinnego oczekiwania. Pamiętam też wizytę w aptece, gdy dosięgnęła mnie opryszczka na ustach. Pan farmaceuta spojrzał z politowaniem na wargę, wręczył maść i powiedział „it is s gift for you, sister”.

Chyba już starczy… Ogromnym wysiłkiem powstrzymuję się od  przywołania innych historii i mnóstwa wątków. Jeśli macie pytania, śmiało piszcie w komentarzu. 

Obecnie relacjonuję swój samotny trawers przez jedyny wyznaczony szlak w górskim regionie Kurdystanu. Zapraszam także do zapisanych relacji dzień po dniu podróży przez góry i lasy: https://www.instagram.com/michalinakupper/

U tzw. Arabów Błotnych na Mokradłach.

Żołnierze częstujący kolacją kończącą całodzienny post w ramadanie, przypadkowo spotkane turystki z Polski 🙂

Basen i palmy koło Babilonu nie świadczą o bezpieczeństwie, ale miła odmiana od zdjęć bomb i wybuchów z czasów wojny, prawda? 🙂


Dodaj komentarz