Sprzedane za 80$. Historia kobiet, które uciekły z niewoli u ISIS

Odchodzę od roześmianych i szalonych dzieciaków. Muszę odsapnąć, inaczej zginę z wycieńczenia. I nagle przychodzi mi do głowy pewna straszna myśl.
– Czy są tu jakieś dzieci… no… ee, dzieci… terrorystów? – pytam.
– Oczywiście.

Wszystko zaczeło się 2 miesiące wcześniej w Gruzji.
„Hej Przemek, czy znasz kogoś z Kurdystanu, kogo mogę odwiedzić lub pomóc? Mam miesiąc.”
„Jasne, podaję numer do Nemam.”

Parę dni później jadę autostopem na granicę turecko-kurdyjską. Tam spotykam się z poznanymi przez facebooka Turkami. Zapraszają na jedzenie, kupują mi materiały dla dzieciaków i opłacają transport. Łapią busika, którym przekraczam granicę z innymi Kurdami. 3 dni wcześniej została zamknięta, bo wojsko irackie postanowiło ją przejąć.
Nie przejęli. Za to lotniska jak najbardziej. Samolotem można obecnie co najwyżej polecieć do Bagdadu. Lecz wtedy potrzeba irackiej wizy i dużej liczby dinarów na transport do Kurdystanu oraz  mnóstwa cierpliwości do arabskich mężczyzn.

Lądujemy w kurdyjskim Zakho przy granicy. Odbiera mnie Nemam oraz pracownicy i wolontariusze jej organizacji Joint Help for Kurdistan. Akurat pierwszy raz od paru miesięcy wybrali się do knajpy coś zjeść. Radość niesamowita.
Następnego (i każdego innego) dnia, budzą nas dziecięce głosy. Wstajemy z Mayan pośpiesznie, bo nasza sypialnia jest gabinetem do którego przychodzą mieszkańcy obozu po pomoc i terapię.  Moja współlokatorka ma umówioną wizytę. Przychodzi młoda dziewczyna. Wsłuchuję się uważnie. Nie rozumiem ani słowa, ale słyszę cichy, niepewny, drżący głos. Dłonią nerwowo trze o nogi, jakby miała zaraz w nich wywiercić dziurę. Nie mogę na to patrzeć, zaczynam przygotowywać materiały na angielski dla dzieci. Później przychodzi matka z dziećmi. Nie radzą sobie z nocnym moczeniem. To dość częsty problem.

Czas na lunch. Zespół opuszcza laboratorium, gabinety i wszystkie kontenery, które tworzą klinikę.  Spotykamy się w obskurnej kuchni na pyszny, skromny obiad. Następnie 2 godziny pracy i zupełna cisza. Żadnych pacjentów i biegających dzieci. Wieczorem zbieramy się na kolację.
– Gdzie są wszyscy? – pytam.
– No… wrócili do swoich domów.

No tak… przecież to są mieszkańcy obozu. Jakoś do głowy by mi nie przyszło, że nasza ekipa w zawsze śnieżnobiałych kitlach i idealnie ułożoną fryzurą to są nasi sąsiedzi z namiotów.
Niektórych wyróżniają tatuaże na dłoniach.  Przez długi czas myślałam, że to robota ISIS. Nemam wyprowadza mnie z błędu. Mam spytać któregoś właściciela tatuażu. Więc zagaduję, zawsze uśmiechniętą, Zeinep, która sprząta w klinice. Niestety nie potrafi mówić po angielsku. Mayan jest tłumaczką.
– Podpisywaliśmy się, aby rodzina mogła dowiedzieć się o naszej śmierci
– Czyli… robiliście je sobie sami?
– Igłą, mlekiem i barwnikiem

23915682_1702318766491286_4792993935189773292_n

Zeinep widzę codziennie. Któregoś ranka wchodzę do kuchni, a ona siedzi z zeszytem w grubą linie do nauki pisania i ćwiczy literki.
– Co robisz?
– Uczę się pisać.
Biegnę do Nemam i proszę, aby opowiedziała mi jej historię. Nasza matka, jak zwykło nazywać ją już sporo osób, wyłowiła ją w obozie. Nemam jest właśnie taką poławiaczką dusz. Widząc w jakim jest stanie, szybko zaangażowała Zeinep w pracę kliniki. Dostaje symboliczne 50$ na miesiąc. Przychodzi nie tylko sprzątać, ale przede wszystkim otrzymać wsparcie. Pracownicy uczą ją łacińskiego alfabetu.
W obozie jest od maja. Wtedy właśnie uciekła od męża, który kupił ją z terenów okupowanych przez ISIS i odcięła się od starego życia. Chyba nie została wykupiona przez rodzinę, bo jest samotna. Aby uwolnić się z tego koszmaru, musiała pozostawić tam swoje małe dziecko, które poczęło się z jej właścicielem – terrorystą. Ma problemy psychiczne. Chodzi na terapie. 

Jej i innym kobietom, które uciekły zazwyczaj nie można robić zdjęć. Trzeba być bardzo ostrożnym, aby ich twarz nie znalazła się w internecie. To właśnie tam zostały sprzedane i tam szukają ich mężowie-właściciele. Używają aplikacji np. whatsapp czy messanger i wymieniają zdjęciami. Jeśli już znudzi im się żona, mogą znaleźć nową, albo dodatkową. A starą sprzedać lub oddać kuzynowi. Najdroższe są młode, piękne i nie tknięte. Najtańszą kobietę można kupić już za 30$. To dobra inwestycja, bo taka kobieta jest niewolnikiem nie tylko w sypialni, ale całym domu – sprząta i gotuje. Na dodatek koszt wykupienia takiej kobiety (ale też dzieci pracujące w gospodarstwie lub szkolonych w armii) to nawet 30000 $.

Dzień wcześniej parę godzin spędzam na zabawach z dziećmi. Bywa komicznie, bo znamy wspólnie tylko parę słów po kurdyjsku. Zaczęłam uczyć się ich języka, ponieważ na lekcje przychodziło parędziesiąt początkujących dzieci. Nie miałam wyjścia, ucząc ich podstaw angielskiego, sama musiałam przyswoić sobie kurdyjski. Z uczniami zawarłam układ: jeśli ja mam się uczyć, to oni też.
Odchodzę od roześmianych i szalonych dzieciaków. Muszę odsapnąć, inaczej zginę z wycieńczenia. I nagle przychodzi mi pewna straszna myśl. Wieczorem pytam Mayan.
– Czy są tu jakieś dzieci… no… ee, dzieci… terrorystów?
– Oczywiście.
Oczywiście to słowo klucz. Wszystko tu jest dla nich takie wiadome. Np. skoro sąsiadka obok to samotna kobieta z dzieckiem, to albo jej męża zamordowali, albo był nim terrorysta.
Albo to i to. Niestety bywają też rodziny, gdzie nie ma żadnego mężczyzny.

Wędrując po obozie, czy idąc do głupiego sklepu, zakładam maskę obojętności. Chociaż braku reakcji na twarzy można się nauczyć, to raczej najważniejsza umiejętność to zamrożenie swoich emocji, chociaż przez jakiś czas. Bardzo się na tym skupiam, potrafię wzruszyć się przy pięknej muzyce, a nie chcę zostać bohaterką żadnych tutejszych sensacji, chociaż Jazydzi obróciliby to w żart i śmialiby się ze mnie. A śmiech to tu przedziwne zjawisko.

Śmiech naturalny – występuje bardzo często. Jazydzi to pogodne społeczeństwo, godzinami potrafią piknikować i spędzać ze sobą czas. Są bardzo szczerzy i zabawni. Śmieją się na przekór problemom. Pewnego dnia koleżanki z kliniki głośno się śmieją. Pytam o co chodzi.
– Chcesz usłyszeć żart?
– Jasne.
– Znasz Nazara. Wybrał się do urzędu aplikować o paszport.
– No?
– I dostał termin
– ?
– Na za DWA lata!!

(My też podobnie reagujemy na termin ważnej wizyty lekarskiej, wyznaczonej na za rok, prawda?).

Ale jest też śmiech nerwowy. Lekko szalony. Występuje podczas historii, które sprawiają ból. Nadifa jest psycholożką u Lekarzy bez Barier, pracuje z dziećmi i dorosłymi po traumach, podobnie jak moja Mayan w klinice. Styka się z tym codziennie, ma to już ułożone w głowie, a mimo to, gdy opowiada mi historie ludzi z obozu, śmieje się nerwowo.
– Nie do końca wierzyliśmy w te ludobójstwa, hehe, dopiero 5 lat temu, gdy pierwszy raz zaczęli mordować naszych sąsiadów, przejrzeliśmy na oczy, wyobrażasz sobie, hehehe.

Śmiech głupkowaty przychodzi wieczorem. Mieszkańcy wracają do swoich namiotów, rozbiegane dzieci już śpią i chociaż klinika czuwa 24/h to nikt raczej nie przychodzi. A my się rozluźniamy, przychodzą przyjaciele. Gdy zapełnimy brzuchy, to już w ogóle czujemy się błogo. Wtedy wystarczy, że ktoś coś wypali i wszystko toczy się jak lawina. Śmiejemy się tak długo, że już nikt nie pamięta z czego. Podczas tych paru chwil, pod osłoną nocy, jesteśmy jak niemądre nastolatki bez zmartwień, chichrające się bez opamiętania. Po to, by choć na chwilę zapomnieć o tym, co za nami.
Następnego dnia znów usłyszymy że mamy nową pacjentkę wykupioną z niewoli u ISIS, albo 9 letnią dziewczynkę, gwałconą tak brutalnie, że trzeba jej pomóc w chodzeniu.

 

2015, w rok od okupacji przez ISIS okolic Sinjar z 500,000 mieszkancow: 400,000 musialo opuscic swoje domy (uciekajac do Europy lub pozostajac w obozach na terenie Kurdystanu), 65,000 jest uchodzcami, 841 osob jest zaginione (przy czym nadal odnajdowane sa masowe groby), 1,280 jest zabitych, 280 zamordowanych podczas inwazji na Sinjar a 5,838 porwanych.

Chcesz pomóc?

Zapraszam do zaangażowania się w organizacje pomocy dla dzieciaków i kobiet. Dla mnie opisana wizyta była dosyć spontaniczna, ale na pewno nie jednorazowa. Znam klinikę, obóz – ich mieszkańców i potrzeby.

Możesz pomóc na wiele sposobów:

  1. Udostępnij informację, wpis, zdjęcia na facebooku.
  2. Wesprzyj działania poprzez kupno jazydzkich szalików® :),  które przywiozłam z obozu – TUTAJ.
  3. Wesprzyj działalność Domu Wschodniego, z którym współpracuję. Dzieląc się swoimi talentami czy zwykłą wpłatą (z dopiskiem „Jazydzi”). TUTAJ
  4. Jeśli jesteś nauczycielem, chętnie przeprowadzę w Twojej szkole warsztaty. Może uczniowie zechcą wyjść z jakąś inicjatywą, np. pisania listów do jazydzkich dzieciaków…

Jeśli jesteś ciekawy kim są Jazydzi oraz dlaczego są tak prześladowani zerknij TUTAJ

18198579_10155265470542806_1542232288474050796_n
Tradycyjny (już raczej starodawny) strój jazydzkich kobiet. Biel symbolizuje niewinność, do której każdy Jazyd powinien dążyć.
jazydki
Nemam, pierwsza z lewej.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s